sobota, 1 maja 2010

Króliczek Sadysta

Tytuł trochę nietrafiony, ale oddaje mniej więcej to co chcę przekazać. Cofnijmy się trochę w przeszłość (niee, nie musicie się bać, nie będzie dinozaurów). Od zawsze marzyłem, żeby posiadać jakieś zwierzątko, zawsze chciałem mieć krokodyla, ale cóż, rodzice nie pozwolili mi go kupić, więc zdecydowałem się na królika. Oczywiście rodzice na początku upewniali się, czy będę się nim zajmował, pytali się : "Będziesz go karmił?" (karmiłem go, ale już nie moja wina, że jedzenie mu się kończyło). "wymieniał wodę?" (wielbłąd może wytrzymać bez wody ze dwa miesiące, to dlaczego królik by nie mógł, hę?). Nie będę zanudzać o tym jak go kupowałem. Więc kiedy już go miałem, to pierwszego dnia zauważyłem, że już nie będę musiał już kupować moich ulubionych płatków nesquik, ponieważ Kicak (tak się wabił króliczek) wytwarzał coś w tym stylu. Był u mnie chyba miesiąc, ale uznałem, że chyba nie za bardzo mu się podoba jak moi rodzice rozmawiają przy nim o pasztecie (chyba, że nie podobało mu się tu dlatego, że go głodziłem... ale niee, to jednak był pasztet). Skoro mu tu nie pasuje, to oddałem go do siostry ciotecznej. Tam w końcu miał spokój (no może poza tymi trzema psami, które chciały go dopaść na każdym kroku, ale kto by się tam czepiał). Pewnego poranka moja siostra otworzyła mu klatkę, żeby sobie trochę pokicał, niestety szybko podbiegł do niego pies i zrobił z niego surowy pasztet [*]. Może nie miał długiego życia, ale przynajmniej
ciekawe.